Thursday, August 27, 2009

Ostatni tydzien byl bardzo napiety i jakos mam wrazenie, ze sie nigdy nie skonczy, zapewne za sprawa rozpoczetego roku szkolnego. Mateusz zaczyna zajecia o 8:15 wiec jak przystalo na porzadnego studenta, 7:50 jestesmy pod szkola. Z mlodym nie idzie sie spoznic, zwarty i gotowy wyczekuje chwili zeby sie zerwac z "mamowej smyczy" ;-) Pierwsze trzy dni odprowadzalam pod sama klase, a w drzwiach zawsze stala umiachnieta Pani Medhat i witala wszystkich swoich uczniakow. Wczoraj bylo inaczej zapytalam czy chce do klasy isc sam ???!!! Niestety uslyszalam jednoznaczna, niepodlegajaca dysusji odpowiedz TAK ( o kurka mysle i co teraz ?! mama panika ;-) Ale jestes pewien ze pojdziesz sam ? pytam ponownie w nadzieii, ze...... aaa w zyciu roznie bywa tak czesto zmnieniamy zdanie ..... moze jednak zmieni zdanie ?.... nie zmienil. Nadwyraz ucieszony i podekscytowany ta wiadomoscia, zapakowal plecak na ramie i pojechalismy. Tuz przed dzwonkim ..... (zapytac, nie zapytac, a zapytam jeszcze raz ) a nie bedziesz sie bal synku???? "Nie ... jestem juz duzes" ;-) Dzwonek zadzwonil. Panie otworzyly glowne wejscia i lawina dziciaczkow wpadla do szkoly. Nie widzialam nawet czuprynki oddalajacej sie ... nawet plecaka nie zobaczylam ... to dowod na to ze dziecko moje wkracza w swiat doroslych, tylko ze on jeszcze taki malutki ;-)
Po skonczonym dniu upewniam sie jak jutro robimy... sam czy z mama? ... no sam sam ( mama wyluzuj!!!!!!)
A od poniedzialku znowu bedzie inaczej, poniewaz zasada w tej szkole jest taka, ze rodzice podjezdzaja samochodami, a na chodniku stoi trzech, czterech nauczycieli ( w tym pan dyrektor) ktorzy otwieraja dziecia drzwi (od strony pasazera, czasem jak pada to maja parasole), jak w fabryce, tasmowo;-) trzeba im przyznac, ze bardzo sa zorganizowani, 15 min i szkola zaladowana dziecmi ..... niesamowite ;-)

PS
Co do innych mniej znaczacych wydazen minionego tygodnia, takich jak:
a) wyrwanie zeba
b) maly pozar w domu
pozostawiam bez komentarza

Buziaczki papapapappa

Monday, August 17, 2009

szkoda gadac ...

A wydawoloby sie ze roczek to taki fajny okres dla dziecka, taki niewinny, otoz dzisiaj Natlaka wycierpiala sie za caly rok albo i nawet dwa. Matko moja jedyna jak ona plakala. Pierwszy raz jak ja zanioslam do wazenia. No ale od poczatku opowiem. Bardzo przyjemna przychodnia osobno dzial dla dzieci i doroslych, osobno na badania do pracy, osobno na przeswietlenie i badania laboratoryjne, osobno w naglych wybadkach, wszystko osobno a kazde z osobna zartudnia sztab ludzi i po 2-3 sekretarki telefonistki ( i gdzie ten kryzys ja sie pytam?)melduje sie z moja dziatwa przy okienku, wypisuje co potrzeba i czekamy na wezwanie pielegniarki. W miedzyczasie dzieci sie bawia i ogladaja olbrzymiego pajaka po drugiej stronie szyby, ot pajak, ale rozmiarow imponujacych. Wola nas pielegniarka, wskazuje pokoj nr 8, prosi zeby Natalke rozebrac do pampersa i przyniesc do wazenia. Klade mloda na wage i wszystko byloby wporzadku gdyby przesympatyczna pani sie nie odezwala i nie zaczepiala Natki, ta w panice malo z wagi nie uciekla. Ryku, krzyku i machanie raczek i po co to byc takim milym ....? pani chciala glowke zmierzyc... a gdzie tam, zerwala tasme jednym pociagnieciem. O... se mysle, o... bedzie sie dzisiaj dzialo, o... da mnie tu laska popalic ;-) Wrocilismy do pokoju nr 8 na mierzenie wzrostu.. Natalka juz wyczula co sie swieci, nic nie dala przy sobie zrobic. Jakos po trudach udalo sie wyprostowac malej nozke i na ulamek sekundy pielegniarka zlapala wzrost. Wszystki mary wg siatki centylowe prawidlowe ;-))) troszke pogawedzilismy z pielegniarka o karmieniu, jedzeniu, alergi i takich tam ....po wywiadzie z pielegniarka przyszedl doktorek . Tak na marginesie zawsze mam mieszane uczycia co do Dr. Brauna, taki troszke zniewiescialy wyglada, ale to tylko moja dygresja ;-) znowu tysiace pytan... a ile je, a co je, a jak je, a ile mleka pije, a czy umie to czy siamto, dobra o dwa pytania za duzo ;-) i puki doktorek se siedzial z nosem wklejonym w laptopa, wszystko bylo fajnie, Natalka sobie chodzila, ogladala..., tu przycupnela tam przycupnela a my sobie gaworzymy. Niestety przyszla pora na badanie ucha, brzucha, pleckow, paszkow i pachwinek i to sie nie podobalo mojej Pani zdecydowanie, postanowila to oznajmic calemu personelowi medycznemu w przychodni, tak sie rozplakala jak by kto z niej skore zdejmowal, no trudno mi tu slowa dobrac. Znowu wpadam w pogawedke z doktorkiem a Natalka sie uspokaja. Zostaje uswiadomione ze wszystko jest w normnie, a nawet lepiej ;-) obie sie cieszymy ;-) a zeby nie bylo nam za wesolo doktorek wymyslil sobie ze trzeba malej krew pobrac ??!! matko moja jedyna, zdebialam, bo przypomnialam sobie ze mati w tym wieku tez tak mial i co sie dzialo, cale to nieprzyjemne zajscie znowu mi sie pojawilo przed oczami. Beda mi kuc dziecko !!! nie dosyc, ze szczepienia na ktore wlasnie czekamy, to jeszcze to... ja wysiadam, ide do domu, nie wiem... schowam sie pod biorko.... dlaczego??? bo to mi przyjdzie ja trzymac mocno zeby sie nie ruszyla, bo to ja bede zeby zaciskac zeby z nia nie krzyczec, bo to nie sprawiedliwe zeby tak moje dziecko cierpialo !!!!!!! Po trzech zastrzykach ( jeden w udo i dwa w przedramie) poszlysmy do innego okienka i pomyslalam, ze z wlasnej nieprzymuszonej woli pozwole skrzywdzic Natalke, no straszne uczucie.... Przyszla Pani baaaardzo sympatyczna z baaaaardzo sympatycznym Panem studentem ( tak mial napisane na plakietce) Natalace sie podobalo, ale tylko z poczatku, usiadlysmy na takim smiesznym fotelu (prawie jak u dentysty) Mala juz poczula co sie swieci jak ja wzielam na kolana i Pani kazala mi ja scisna rekoma i nogami !!!???
Bidulaka wyla caly czas, nawet jak nic nie miala robione, bo Pani sie przygotowala do pobrania krwi z zylki . Dobrze ze siedzialam... bo ja juz na sam widok gumki zasickowej robie sie zielona, wiec zapytalam grzecznie czy moge oczy zamknac, wtulilam sie w natalke i czekamy ......jak nie wrzasnie moje dziecie..... pewnie nie trafila (pielegniarka) albo igla pekla. No dawno tak nie cierpiala bidulka oj dawno ;..-( sadzialm, ze mozna sie uodpornic, ze przy drugim dziecku wszystko jest latwiej, a tu sie okazalo, ze lipa ze ktos klamal ;-) Teraz jest godzina 21:56 Natalka dostla kropelki przeciwgoraczkowe spi bardzo glebokim snem ;-) i ja chyba dolacze do niej bo obie mialysmy dzien pelen wrazen
PS Gdzies tam po drodze historyjki zagubil mi sie Mati ;-) ale i on mial dzisiaj wazny dzien, bo bylismy pierwszy dzien w szkole ..... ale to juz nastepnym razem ;-)
papatki

Thursday, August 13, 2009

leniwie ale nie leniwe tylko nalesniki

Moj najlepszy doradca w dziedzinie gotowania, wczoraj troszke przesadzil. Czasami nachodzi mnie taka niemoc, no ze nie wiem co zrobic na obiadek, zwyczajnie albo mam handre albo globusa albo calkiem nic mi sie nie chce. Tak wlasnie bylo wczoraj. Wymyslalam ... mielone - za duzo roboty ;-), golabki ? - jeszcze gorzej, a moze jakis gulasz hmmmmmm nie mam papryki ;-( wiec pytam mojego doradcy (Pana Mateusza mam na mysli) na co ma ochote i co uslyszalam "Nasniki" a co to "nasniki"? aaaaa nalesniki ..... no mysle super ... ciasto zmiksowac i juz a smazyc to przeciez sie prawie same usmaza ;-)
Poniewaz uwazam, ze co mozna zapisac mozna nie pamietac ( leniwa bestia ze mnie ) zasieglam przepisu z mojego notatnika :
porcja na ok 10-12 nalesnikow
2 szkl maki
2 jajka
1 lyzeczka proszku do pieczenia
3/4 szkl wody
3/4 szkl mleka
szczypta soli
2 lyzki cukru
1 lyzka oleju
opisywac nie bede bo wszem wiadomo, ale naprawde wychodza super, nie za gumowe nie za twarde fajnie Mati lubi i jak sie pozniej okazalo Natalka tez ;-)
Pomyslalam, ze skoro ma byc to na obiad a Darek dzisiaj nie jezdzi wiec uczynie z podwojnej porcji bo co to 10 nalesniczkow, Mati zjada 3. Ciasto zrobilam kolo 1:20, troszke postalo i byla chyba 2 jak zaczelam smazyc. I sluchajcie stal sie cud! nad cudami, no.... w wino sie nie zamienily, nie przesadzajmy. Na talerzu zaczely rosnac i z czasem wygladaly jak tort urodzinowy ;-) Wieza Eiffla albo Palac Kultury a w nisce zadnych zmian nie widac, jak bylo pol miski tak bym skonna powiedziec jestem, ze zrobilo sie jej 3/4 magicznego plynu. Ja tu juz smaze ponad 1,5h a dna nie wiedac, matko nogi mnie bola.... Cale widowisko zmienilo sie w spektakl dla dzieci, z jednej strony Mati na krzeselku a na lewym reku Natalka, ( prawa reka nabieralam mase przekladalam do lewej, do prawej szla patelnia i lewa nalewam mase na patelnie, szybkim ruchem prawej reki masa ladnie rozchodzila sie po jej brzegach - zalapaliscie?) Kurka wodna a mialo byc tak leniwie, mialo byc bo bylo nasze swieto (9 rocznica slubu) no ale jak usiedlismy przy stole, jak darek przyszedl, zapanowala cisza, kazdy siedzial zaciskajac palcami zwiniete nalesniki z niespodzianka w srodku ;-) "pyszne"........
Polecam nalesnieki z 2 szkl maki nie wiecej !!!!!
aaaaa zapomnialam dodac, ze przepis jest z internetu, ale nie pamietam z ktorej wiec przepraszam ze nie podaje autora ;-)
buzka

Friday, August 7, 2009

odstawianko

Zadnych szopek odstawiec nie bedziemy, spoko wodza. Przygotowania trwaly juz od 2 tyg, odbylo sie kilka prob generalnych ;-) jednak konczyly sie fiaskiem. Co jest wazne przy odstawianiu od piersi ???? Wedlug mnie.... pozytywne nastawienie "mamy", trzeba sobie uswiadomic, ze najlepsze co moglo byc, dzidzia nasza dostala ;-) nic na sile!!! ( wiem wiem czasami mamy musza odstawic wczesniej i to wbrew wlasnej woli, wiem i bardzo wspolczuje, ale moze kiedys czasy sie zmienia i wiecej kobiet bedzie moglo samych decydowac do kiedy ) bez pospiechu, nie teraz to za miesiac napewno sie uda. Dzisiaj mija 4 dzien kiedy nie karmie mojego wampirka, ale nie oznacza to ze sie wysypiam. Natalka zasypia okolo 8 nie mam wiekszych problemow, 15-20 min i dziecie spi. Na paluszkach i z szerokim usmiechem wychodze, ciuchutko zamykam drzwi .... spi ;-) obudzi sie okolo 10:30-11 z placzem, odbije sie i czasem usnie grzecznie w swoim luzeczku a niestety czasem musze sie z nia polozyc i tak obie przysypiamy wtulone nosami, raczka Natalki bladzi gdzies po moim nosie, oku (czasem zaboli ;-) spimy .... cudowna chwila, nie mam nic przeciwko bo przeciez czas jest ulotny a takie chwile .... coz za rok czy dwa beda tylko wspomnieniem ....a nie slyszalam zeby jakies 18 letnie dziecko chcialo spac z rodzicami ;-) wiec kochani rodzice zapomnijcie o przestarzalych pogladach i cieszcie sie kazda chwila. Nastepna pobutka okolo 1-2 w nocy. tu robimy wiecej zamieszania, bo musimy wstac zagrzac wode w butelce, ktora juz na nas czeka w kuchni, wracamy do wyrka i spokojnie spijamy jej zawartosc, juz wtrakcie oczka malej sie zamykaja, ale musze ja przetrzymac w pozycji siedzacej zeby sie jej odbilo. Mija 30 min zasypiamy oczekujac godziny 4-5 ;-) moje najlepsze godziny na spanie ;-) i jednoczesnie bardzo gwaltowny sen Natalki, nie wiem dlaczego .... bardzo sie wierci i zmienia czesto pozycje, wlazi na mnie, czasem tata oberwie ( a pozniej jest na mnie) dzisiaj np wstala o 6 usiadla i od razu usmiech na dziobie i juz wyspana, gotowa do marszu. Ja ledwie oczy otwieram, obraz mam zamazany, slonca jeszcze nie widac, ale staram sie usmiechac ;-) przeciez zawsze tak nie bedzie ... bedzie lepiej, moze nawet juz jutro ktoz to wie .................buziaki

Sunday, August 2, 2009

przeprowadzka

Juz wyjasniam o co chodzi ;-)
Ze wzgledu na niewielkie mozliwosci graficzne przeprowadzilam sie tu ;-) na "blogspot" a moj stary blog na "onecie" zamykam. No coz troszke zal, bo bylam zwiazana z onet. pl 3 lata, ale trzeba isc z duchem czasu. Dlatego jesli chcecie dalej sledzic nasze poczynania w Kansasowie dodajcie nowy adres do ulubionych, a ja postaram sie czesciej pisac i wrzucac zdjatka.
buziaki